to tak to to tak to to tak

Warszawa – Lublin

środa. ciepło. szumiąco. bujająco. za oknem noc. czarny krajobraz. pole wygląda tak samo jak las, a las tak samo jak nic. tyłem – a więc podróż do przeszłości. tuuuu tuuuuuut! gorzka kawa pachnie syropem czekoladowym. oczy się zamykają. następna stacja – pilawa. u taco ha takiej następnej stacji nie było. nadciąga coraz głośniejsze dziękuję, dziękuję dziękuję, dziękuję… a gdzie legitymacja? a gdzie pieczątka? a to ja mam wiedzieć?…. dziękuję w granatowej czapce z daszkiem oddala się i znika. tuuuuut! program nie może odnaleźć serwera. coraz cieplej, oczy się kleją, ale sen nie przychodzi. każdy kolejny kilometr jednocześnie oddala i przybliża. w połowie drogi pomiędzy punktem a a punktem b. wciąż w połowie drogi pomiędzy jakimiś punktami. wciąż w drodze. tuuuu tuuuuuuut! szanowni państwo zbliżamy się do stacji lublin osoby wysiadające prosimy o zabranie bagażu i rzeczy osobistych oraz zachowanie ostrożności dziękujemy za podróż z pkp intercity życzymy udanego pobytu do zobaczenia. całe zdanie na jednym wdechu.

Lublin – Gniezno

sobota. za oknem biało, czysto, jasno. pociąg relacji rzeszów – szczecin, cała polska dostępna za jednym przysiadem. za jednym oknem. lubelskie zapuszczone wsie wypiękniały przykryte białym puchem. puławy miasto, najbardziej zalesiona stacja w polsce miga za oknem. dosłownie miga, bo słońce czaruje drogocenny śnieg, a on skrzy się diamentowo. biała ziemia, szary pas drzew, wielki błękit nieba. tylko trzy kolory. ułożone w pasach. warszawa centralna, pomieszane zapachy kanapki z pekiem i kanapki z jajkiem i kawy przenoszą mnie do pociągu dzieciństwa. w warszawie śnieży, ale nie dowiem się czy w pruszkowie prószy śnieg, bo pociąg skręca na sochaczew. zawsze wolałam, żeby akurat w pruszkowie śnieg pruszył, ale ortografia jest nieubłagana. co chcesz? picie chcesz? herbatki czy soczku? picie chcesz? a siusiu? siusiu chcesz? tysiąc razy słyszę dwa siedzenia za mną, też tak kiedyś powtarzałam, ale dzieci urosły. krajobraz mazowiecki przysadziste wierzby siedzą na białych polach. piękne, wolne i dzikie. skierniewickie wita równymi rzędami drzew, sady i nasadzenia leśne. rzędy jabłonek, rzędy sosenek, rzędy brzóz. ten porządek przywodzi na myśl hodowlę. drzewa są zaopiekowane, ale jakby czekały aż ktoś je wydoi, albo zetnie. obrane z dzikości i wolności. łowicz zanieczyszczenie wzrosło powyżej 50 caqi. pryzmy węgla niedokładnie okryte śniegiem wzdłuż torów czekają, aby podnieść caqi bardziej. a trochę dalej farmy wiatraków, stoją w równych odstępach i machają swoimi gigantycznymi ramionami. odmachałam. za chwile dostaniesz w dupsko i skończy się to twoje rządzenie! pytam się czy pijesz tą herbatę! zostaw to to nie twoje! uspokój się. buuuu, buuuuuaaaaa. no i płacz sobie udawaczko. koło koło konina. zbliżamy się do stacji września przypominamy o konieczności zasłaniania ust i nosa oraz o konieczności częstego mycia lub dezynfekcji rąk wysiadającym przypominamy o zabraniu bagażu i rzeczy osobistych dziękujemy za wspólną podróż do zobaczenia.

dworzec września. pociąg do gniezna odjedzie z peronu 2. ojej ojej, proszę pani, ważne jest to co mówi megafon, że do gniezna z peronu 2, czy to co jest napisane na wyświetlaczu że z peronu 1? ważne co mówi. napisane jest, że z peronu 1 bo kiedyś odjeżdżał z peronu 1. aha no to biegnę.

tuuuuut uut. tuuuuuuuut. tu tuuuuuuuuut. zbliżamy się do stacji docelowej. gniezno.

za mną 500 kilometrów płaskiej bieli.

Gniezno – Łódź

niedziela. – 15 w nocy pozwoliło się utrzymać płaskiej bieli. pod żydowem powalone i powyginane drzewa nawałnicą kiedyś. leżą niesprzątnięte, przypominają o potężnej i nieprzejednanej mocy natury. motanka siedzi spokojnie w plecaku. stado saren rudością stojąc odcina sie od bieli, ogląda jak pociąg sunąc białoczerwonością odcina się od bieli. trupy drzew i budynków ścielą się gęsto. zakonnica zasmucona czyta słowo boskie. zbliżamy się do stacji docelowej. dla mnie przesiadkowej. jarocin.

dworzec śmierdzi ale towarzysko kwitnie. miejscowa zuleria wpada na kawkę i się ogrzać.

tor 2 przy peronie 1. klima buczy. sie ściemnia. pomarańczowe kreski na niebie już prawie pięciolinia. fioletowo. buczy. granatowo. czarno. buczy. sieradz czy mogę się dosiąść? czy to miejsce jest wolne? już nie. buczy. maseczki są czarne albo niebieskie. -16 stopni przyjdzie w czapce czy bez czapki. pociąg skończył bieg.

Łódź – Warszawa

poniedziałek. -20 u celsjusza. gorąca kawa cieknie po rękach. pociąg odwołany. przejechać na widzew. góry chrupiącego śniegu. chrup chrup chrup chrup gdzie jest wagon piąty, tam, chrup chrup chrup gdzie jest wagon piąty, tam, chrup chrup chrup gdzie jest wagon piąty, nie ma piatego to pociąg zastępczy proszę wybrać dowolny może czternasty. siedzę. godzina minęła siedzę. ruszył. o nie! zwalnia! jednak się toczy. ciemność szumi za oknem. tu tuuuuuuuuut! neon royal kebab rozświetla przydworcowe okolice koluszek. pruszków miga za oknem. nie, nie miga, stajemy, awaria. siedzę. ściskając w ręku kamyk zielony…

Ostatni etap

dwie godziny później niż miało być. bilet skasowany. siedzę. ciągle siedzę. dużo ostatnio siedzę. aaaaa! moja stacja! wybiegam! ejjjjj!!!! gdzie jest parking? gdzie jest wszystko? gdzie ja jestem? może ja śpię i to mi sie śni? nie śpię. to zły przystanek. -15. czarno. chrupie. wreszcie trzy upragnione światła na horyzoncie. wsiadam i za trzy minuty wysiadam. wszystko dobrze. parking jest na swoim miejscu. o, moje auto też zaśnieżone, kiedyś kupie zmiotkę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *