Termin ważności

Jeszcze wczoraj mówiłam po raz setny, ze moje kupione 15 lat temu na lodowiec buty są niezniszczalne i w nich będę chciała zostać spopielona po śmierci. Chwaliłam je, ze nigdy ich nie musiałam czyścić, choć używałam namiętnie w każdych, nawet błotnistych warunkach. Perorowałam, jak niegorąco w nich w górach w lecie, i jak cieplutko w nich zimą. Piałam z zachwytu, że nigdy nie muszę się do nich schylać, zdejmuję i zakładam je bez rozwiązywania.

Jeszcze wczoraj słuchałam opowieści, jak ktoś podczas przeprowadzki założył stare buty i one się zaczęły rozpadać i najpierw odpadły im piety.

I oto nagle, biegnąc na zachodniej ze spóźnionego zastępczego składu Łódź -Warszawa do Wukadki, poczułam dziwne wrażenia ze strony pięty moich niezniszczalnych butów. Obydwu naraz!

A więc nawet one miały termin ważności!!! Nie dały się zaszufladkować z etykietą chodzącego ideału. Wszystko ma swój początek i swój koniec. Nic nie trwa wiecznie. Życie jest wspaniałe z tą swoją konsekwencją.

Trudno, dam się spopielić w posklejanych.

Ten wpis został opublikowany w kategorii kobieta. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *