Falowanie we mnie

Kraków potrafi przywitać słońcem. W zimie liście nie przeszkadzają mu przenikać przez drzewa i pojaśniać świat. A może objaśniać? Stare drzewa stoją rzędem nad Wisłą, słuchają odgłosów miasta zagłuszających szum rzeki, ale nic nie jest w stanie zagłuszyć promyków słońca. A one pokrywają rzekę i odbijają się przesyłając trochę fal drzewom. Słońce przenosi wodę do drzew, ale ich nie podlewa. Ciekawe czy drzewo czuje te refleksy… Na śpiące falujące drzewo można patrzeć i patrzeć i patrzeć… Ono nie wie, że jest falujące. To falowanie nie jest w drzewie. Nie jest też w rzece. Nie jest tez w słońcu. Nie jest też w kącie padania równym kątowi odbicia. Falowanie jest we mnie, w moim obrazie tej chwili, odbieram to wszystkimi zmysłami. Tym razem tak mocno doceniam wzrok, to on pozwala mi zatrzymać się w tej niezwykłej chwili na dłużej. Jak dobrze jest móc widzieć!

Ten wpis został opublikowany w kategorii kobieta. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *