List do M.

Czytam Twój wpis w moim pamiętniku z dzieciństwa i czuję, ze nie byłaś szczęśliwa. Chciałaś mnie ochronić przed tym co nie do zniesienia, wiec starałas się wpoić mi swoje strategie przetrwania.
Zintegrowałam je z całej swojej mocy. Zlały się ze mną, stałam się nimi. Odcięły mnie od mojego wnętrza, bo byłam towarzyska i bardzo potrzebowałam dzielić świat z innymi. I skupiałam się na lekkości w tańcu, choć maska na twarzy była coraz cięższa.
Wraz z upływem lat coraz bardziej pozostawałas w ukryciu. Teraz rozumiem, ze coraz więcej chciałaś płakać. Nie chciałaś się śmiać, wiec unikalas towarzystwa coraz bardziej. I coraz skuteczniej. Żeby móc w ukryciu łkać w obłędzie.
Skorupa twardniała coraz mocniej i było coraz mniej lekko, czyli coraz bardziej zgodnie z zasadami, których trzeba przestrzegać. Bo tak trzeba. „Tak trzeba” – to kazałaś powtarzać w trudnych chwilach. Miało pomóc, a jednak odcinało od siebie, od swoich uczuć. Odbierało prawo do okazania niezgody. Ale pozwalało przetrwać mimo wszystko. A lepsze czasy nie mogły nadejść, bo czasy trudne zostały wykasowane, zamiast być przyjęte i przeżyte i móc przeminąć, wybrzmieć

Teraz próbuję ułożyć nową strategię, może słoneczko z pamiętnika się do mnie uśmiechnie

bądź sobą przy ludziach!

co chcesz, rób w ukryciu!

puść to co ciężkie

zakochaj sie … w życiu!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii kobieta. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *