Kolonie 1984 w Swierklańcu

Pierwsze kolonie w życiu. Tego się nie zapomina.. a może? Byłam w okolicy, więc wybrałam się na wycieczkę do miejsca mojej pierwszej przygody. Znalazłam ulicę, znalazłam dom… nie jestem pewna czy to ten obiekt, bo zespół pałacowo-parkowy uległ rewitalizacji dzięki pokaźnym środkom unijnym, toteż wszystko wygląda bardzo inaczej niż kiedyś 😉 ale nawet jeśli to nie on, to ja będę wierzyć, że to on! ten styl, te podjazdy po bokach… Szkoda, że głównie z kolonii pamiętam dyskoteki, na których się wstydziłam, oraz jedną Kaśkę co dostała pierwszej miesiączki chociaż miała dopiero 8 lat. Przypomina mi się też Marzenka, która postanowiła zrobić pranie i w tym celu założyła na siebie wszystkie brudne ubrania i weszła do wanny wypełnionej wodą. Jak zakładała te ubrania i wchodziła do wanny to było całkiem śmiesznie, ale potem wszystkie wychowawczynie były zaangażowane w zdejmowanie z Kaśki kolejnych warstw mokrych ubrań, wtedy najmniej śmiała się Kaśka, bo to trochę bolało, bo to był okres niedoborów, więc panie bardziej starały się dbać o te ubrania niż o Kaśkę.

Okazało się, że było tam też jezioro. Kompletnie go z 1984 nie pamiętam, ale tym razem podarowało mi wspaniałe doświadczenia – było całkowicie zamarznięte i nieruchome podczas gdy w sąsiadującym parko-lasku krzyki ptactwa i szmer potoczku, a wszystko przy 19 st.C. mimo, że to luty!

.

Były tam bardzo dziwne rzeźby. A Słońce postanowiło sprawdzić, czy iluminacja jaką doda do moich zdjęć będzie co najmniej tak piękna, jak jej światło odbite od Księżyca. Słońce jak zwykle nie nawaliło!

.

.

.

Natomiast bobry świerklanieckie jakieś nie za mądre. Ten który obgryzał ścięte drzewo zorientował się dość późno 😀

Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *