Biodegraduję…

Buty obejrzał kolejny butolog (początek historii we wpisach termin ważności i zachować to co cenne). Stwierdził, że to są wspaniałe buty, bardzo na czasie, biodegradowalne. I właśnie się zbiodegradowały dlatego zamieniają się w proch. Nie ma możliwości reanimacji, gdyż już nie żyją. A na zmartwychwstanie nie ma co liczyć. Zatem – pożegnania nadszedł czas. Jakoś mi łatwiej, że okazały się biodegradowalne, a nie zwyczajnie rozjebane…

Dodatkowo w miniony piątek podczas próby podłączenia rzutnika na prowadzonym przeze mnie szkoleniu dowiedziałam się, że zbiodegradował się bolec we wtyczce zasilacza, a logicznym tego następstwem jest, że gdzieś po drodze zostawiłam za sobą zbiodegradowane gniazdko bogatsze o bolec w środku. I ktoś też je w jakimś nieprzewidzianym wcześniej momencie odkrył i to zbiodegradowało jego plany.

Przedwczoraj dentysta dokończył proces biodegradacji implanta w mojej żuchwie. Dziś zbiodegradowały mi się okulary.

Wszechświat próbuje mi coś powiedzieć, w czymś mnie wyćwiczyć, na coś mnie przygotować,, ale na co??? może chodzi o to, żebym się porządnie przekonała, że po stracie można żyć?

Ten wpis został opublikowany w kategorii kobieta. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.